WYWIAD Z HIROYASU KONDO CZ. 1

Postacie - Szemis Audio Konsultant

AUDIO NOTES

Pan Hiroyasu Kondo z Audio Note Japan rozmawia z Jonathanem Scull’em

Wywiad z panem Hiroyasu Kondo, założycielem Audio Note Japan i legendarnym konstruktorem przeprowadziliśmy w czasie wystawy HiFi w czerwcu 1996, w hotelu Waldorf Astoria. Rozmowa  przebiegła w bardzo spokojny, naturalny wręcz sposób, mimo iż otaczał nas międzynarodowy tłum audio-entuzjastów. Herb Reichert z Audio Note USA znalazł nam po lunchu spokojny kąt, w którym mogliśmy usiąść i porozmawiać nie niepokojeni przez nikogo. Nie było to łatwe, jako że w rozmowie uczestniczyła całkiem spora grupa ludzi. Po mojej lewej siedział pan Kondo, natomiast Masahiro Shibazaki zajął miejsce naprzeciwko nas. Bardzo „posłuszny” (czytając dalej przekonacie się Państwo, co mam na myśli) Masaki Ashizawa z Audio Note siedział po mojej prawej stronie. Herb i moja żona Kathleen także zajęli miejsca przy naszym stole. Shibazaki-San, prezes Sibatecha – importer szerokopasmowych przetworników Lowthera, oraz innych brytyjskich urządzeń, zajął się tłumaczeniem naszej rozmowy, jako że Kondo-San nie władał językiem angielskim. Pan Shibazaki nie był bynajmniej przypadkową osobą, jako że nie kto inny, jak właśnie on był pomysłodawcą nazwy wzmacniacza On-Gaku.

Czytając ten wywiad proszę wziąć pod uwagę, iż część pytań kierowałem bezpośrednio do pana Kondo, a część do pana Shibazaki, którego niewdzięcznym zadaniem było tłumaczenie moich dociekliwych pytań, z czego wywiązał się, nawiasem mówiąc, znakomicie. Proszę się nie obawiać – nie zamierzam Państwa zamęczać dosłowną relacją z całego procesu zadawania pytań po angielsku, tłumaczenia ich na japoński, japońskich odpowiedzi i tłumaczenia ich na angielski – uprościłem to na ile mogłem.

Podstawiłem w końcu swój, niezbyt wysokich lotów, mikrofon marki Sony pod nos pana Shibazaki, włączyłem nagrywanie i zadałem pierwsze pytanie skierowane do pana Kondo: w jaki sposób trafił do branży audio.

Masahiro Shibazaki: Kondo-San mówi, że jego ojcem był buddyjski mnich , dzięki czemu, już jako dziecko, miał on często okazję słuchać jak ojciec i inni mnisi śpiewali w świątyni religijne pieśni. W ten sposób poznał piękno akustycznego dźwięku, piękno ludzkich głosów brzmiących, które go zachwyciły i zapadły głęboko w jego serce.

Jonathan Scull: I to doświadczenie przełożyło się później na dążenie do doskonałego dźwięku?

Masahiro Shibazaki: Później muzyczne zainteresowania Kondo-Sana nieco się zmieniły – stał się miłośnikiem klasycznej opery, która, oczywiście, do pewnego stopnia przypomina pieśni religijne…

Scull: Opera i buddyjskie pieśni – mówiąc szczerze nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy jakiekolwiek podobieństwo między nimi…

Shibazaki: Ojciec Kondo-Sana był znanym mnichem. Był znany również z umiejętności budowania różnych rzeczy na własny użytek, między innymi wzmacniaczy audio. Nie muszę dodawać, że wpływ ojca na syna był bardzo duży. Wydarzeniem, które także miało ogromny wpływ na Kondo-Sana, był koncert, na który poszedł w wieku 16 lat, w 1953 roku. Była to czwarta część Symfonii Nowy Świat pod dyrekcją Toscaniniego. Nagranie tej Symfonii pod Toscaninim towarzyszy mu całe jego życie i ma ogromny wpływ na jego dążenie do doskonałego dźwięku.

Scull: Czy był w jego życiu jakiś jeden konkretny moment zwrotny, w którym postanowił, że zajmie się projektowaniem i budowaniem sprzętu audio?

Shibazaki: Nie, nie było jednego, decydującego punktu, czy momentu w czasie. Myśl by zacząć tworzenie własnych sprzętów dojrzewała w głowie Kondo-Sana przez jakiś czas. Ostateczna decyzja zapadła, gdy w 1976 roku Kondo zrezygnował z pracy w CBS/Sony. Wówczas była to ogromna firma, a Kondo- San nie widział szans na realizację swoich marzeń o budowie systemów audio wysokiej klasy w ramach tego molocha.

Scull: Co właściwie robił pan Kondo dla Sony?

Shibazaki: Początkowo pracował jako dźwiękowiec w studio, a później zajął się udoskonalaniem używanego w tymże studio sprzętu do nagrywania muzyki.

 Scull: Jakie elementy filozofii Sony trudno było panu Kondo zaakceptować? I jakie są różnice w filozofii tej firmy i jego własnej?

Shibazaki: [śmiejąc się] Kondo-San mówi, że to bardzo trudne pytanie.

Scull: [także śmiejąc się] Dziękuję!

[pan Kondo dość długo mówi do pana Shibazaki]

Shibazaki: OK, dość trudno będzie mi to przetłumaczyć w całości, ale rzecz w tym, że kultura pracy w japońskich firmach jest nieco inna niż w firmach z innych krajów. Firmy, zwłaszcza te wielkie, jak CBS/Sony, dość niechętnie patrzą na wybitne osiągnięcia jednostek, pojedynczych pracowników. Ta konkretna firma zajmowała się produkcja masową, co według Kondo-Sana sprawiało, że brzmienie jej urządzeń było po prostu przeciętne, nie odzwierciedlało w żaden sposób indywidualnego charakteru ich projektanta.

Scull: Czy owo niechętne podejście do indywidualności nie wynika aby z kultury, sposobu życia Japończyków?

Shibazaki: Kondo-San mówi, że tak właśnie jest, że ma to swoje podstawy historyczne. Większość przyjaciół Kondo-Sana to tacy sami indywidualiści jak on i zamiast funkcjonować w tym systemie, niemal wszyscy prowadzą własne firmy.

Scull: Przerwałem panu, a wyjaśniał pan różnice w filozofii firm…

Shibazaki: Ujmując rzecz najprościej jak się da, Kondo-San zawsze dążył do uzyskania wymarzonego dźwięku.

Scull: I nie widział możliwości stworzenia go w CBS/Sony?

Shibazaki: Dlatego właśnie odszedł z tej firmy.

Scull: Rozumiem. Firma Audio Note sama wytwarza niemal wszystkie elementy stosowane w ich produktach. Skąd wzięło się takie podejście?

Shibazaki: To bardzo proste…

Scull: To dobrze! [ze śmiechem]

Shibazaki: Kondo-San nie mógł zaakceptować jakości komponentów wytwarzanych przez poddostawców, ponieważ zajmowali się oni produkcją masową, co oznacza nacisk na inne elementy, niż najwyższa jakość produktu. Cel Kondo-Sana był jasny – dźwięk najwyższej próby. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że by taki osiągnąć potrzebuje m.in. wszystkich elementów, podzespołów także najwyższej klasy, a tych nie da się znaleźć wśród produktów masowych. Innymi słowy dla niego priorytetem było brzmienie, a nie wysoka wydajność produkcji, czy tym bardziej optymalizacja kosztów. Takie podejście, takie założenia doprowadziły do decyzji o podjęciu własnej produkcji szeregu komponentów, poczynając od kondensatorów. Trochę to oczywiście trwało, ale w końcu Kondo-San był w stanie wyprodukować niemal wszystkie potrzebne mu elementy sam – transformatory, kable i druty. Nie podjął się jedynie produkcji rezystorów [śmiech], te nadal kupuje od poddostawców. Ale chce wyraźnie podkreślić, że zamierza zająć się również i produkcją rezystorów, już niedługo!

Scull: Czy układy single-ended były pana pierwszym wyborem? Czy może jednak zaczynał pan od popularniejszych push-pulli?

Shibazaki: Pierwszy projekt był wzmacniaczem w układzie push-pull na lampie 211.

Scull: Co sprawiło, że jednak zdecydował się pan skupić na produkcji wzmacniaczy w układzie single-ended?

Shibazaki: Topologia single-ended była znana wśród japońskich audiofilów od dawna, ale niekoniecznie popularna. Pewnego dnia Kondo-San zdecydował, że zajmie się właśnie układami single-ended, a przekonała go do tego czystość, albo raczej [konsultacja po japońsku z panem Kondo] „posłuszeństwo” dźwięku [śmiech].

Scull: Posłuszeństwo dźwięku… Nie bardzo rozumiem, czy mógłby pan to wyjaśnić?

Shibazaki: To oznacza transparentność dźwięku. Dla przykładu – sprzęt Audio Note nawet przy bardzo niskim sygnale wciąż oferuje bardzo czysty, transparentny dźwięk. Tak można to wyjaśnić.

Scull: Mówimy o sprzęcie cyfrowym, czy analogowym?

Shibazaki: Kondo-San twierdzi, że największą zaletą techniki analogowej jest niezwykła czystość i liniowość sygnału nawet na bardzo niskim jego poziomie. Cyfrowa technologia nie jest tego w stanie zapewnić nawet jeszcze dziś.

[pan Kondo mówi przez dłuższą chwilę]

Kondo-San mówi, że gdy słucha się na przykład strun uderzanych młoteczkiem owiniętym miękkim materiałem to brzmienie tego uderzenia jest „posłusznie” [lepszym określeniem byłoby tu chyba raczej „wierne”; przyp. Tłum.] reprodukowane przez analog, ale nie przez cyfrę. Gdy słuchamy uderzenia owiniętego filcem młoteczka… analog sprawia, że można nie tylko usłyszeć, ale i poczuć dźwięk struny, dotknąć jej. Dźwięk jest bardzo, bardzo delikatny.

[pan Kondo mówi przez chwilę]

Kondo-San twierdzi, że gdy słucha się tego samego z cyfry ma się wrażenie, że w struny uderza metalowy młoteczek. Właśnie dlatego układ single-ended jest lepszy, bo potrafi oddać tak subtelne różnice w brzmieniu.

Scull: Czy pan Kondo widzi jakikolwiek minusy topologii single-ended?

Shibazaki: Tylko niską moc wyjściową. To jedyna wada tego rozwiązania.

Scull: Układy push-pull eliminują parzyste harmoniczne, natomiast urządzenia o topologii single-ended pozostawiają zarówno parzyste, jak i nieparzyste harmoniczne nietknięte – czy to może być przyczyna, dla której te drugie brzmią lepiej? Jak pan Kondo opisałby różnice w brzmieniu push-pulli i wzmacniaczy single-ended?

Shibazaki: Kolejne trudne pytanie, ale bardzo ciekawe. Postaram się przetłumaczyć to, co Kondo-San powiedział słowo w słowo: Konstrukcje push-pull mają swoje zalety, ale prezentuje je, jak się pan zapewne domyśla, wyłącznie gdy są właściwie zaprojektowane i dostrojone. Jakby to powiedzieć… nieparzyste harmoniczne, które push-pull pozostawia w dźwięku są…

Scull: Nieco nieprzyjemne w odbiorze?

Shibazaki: Tak, dokładnie. To drugą harmoniczną ludzki ucho odbiera jaką przyjemną, to ona brzmi naturalnie. Przez jej brak dźwięk push-pulla może być nieco… natarczywy. W dobrze zaprojektowanych konstrukcjach single-ended druga, czy trzecia harmoniczna są w pewnym stopniu… kontrolowane.

Scull: Czyli układ single-ended przenosi nas bliżej muzyki?

Shibazaki: Tak. Kondo-san mówi, że te konstrukcje pozwalają mu poczuć dotyk, nawet oddech wykonawcy, czy dyrygenta. Sposób prezentacji dźwięku wzmacniaczy single-ended pozwala mu czuć przepływ muzyki, tak samo jak przy muzyce granej na żywo. Kilka dni temu Kondo-San grał w dużej sali na fortepianie właśnie po to, by poczuć „ruch” dźwięku, odbicia od ścian pomieszczenia. I to jest jeden z kluczy do sposobu prezentacji tych konstrukcji. Drugim jest [dłuższa przerwa na konwersację z panem Kondo] możliwość wczucia się w stan umysłu wykonawcy danej muzyki.

Scull: O!!!

Shibazaki: Tak, to przecież słychać w sposobie wykonania utworu. Kondo-San potrafi usłyszeć, że skrzypek pokłócił się z żoną przed występem [śmiech]. Albo, że trębacz błądzi myślami zupełnie gdzieś indziej. Kondo-San twierdzi, że jest w stanie wyczuć stan emocjonalny wykonawcy słuchając jego gry. Być może Kondo-San jest bardziej wrażliwy w tym aspekcie niż inni ludzie, ponieważ pracował przy projektowaniu i budowie mikrofonów.

Scull: Robił to pracując dla CBD/Sony?

Shibazaki: Nie, jeszcze wcześniej. Już w czasie studiów budował własne mikrofony.

Scull: Czy były to mikrofony lampowe?

Shibazaki: Tak, to były mikrofony kondensatorowe z lampami na pokładzie.

Scull: A jakie jest zdanie pana Kondo w toczącej się obecnie debacie na temat wyższości konstrukcji lampowych nad tranzystorowymi, lub odwrotnie.

Shibazaki: A tak… niedawno Kondo-San miał okazję uczestniczyć w odsłuchu porównawczym konstrukcji opartej o tranzystory z konstrukcją lampową, gdzie obie zostały zaprojektowane i wykonane przez bardzo znanego, japońskiego konstruktora Kaneda-Sana. Było to bardzo ciekawe doświadczenie. Kondo-San odbierał brzmienie wzmacniacza tranzystorowego tak…  trudno jest mi to przetłumaczyć, jakby dźwięk się nieco dusił…

Scull: Jakby brakowało w nim powietrza?

Shibazaki: Tak, ale chodziło także o clipping… [zniekształcenia powstające, gdy wzmacniacz nie potrafi w pełni wysterować kolumn; przyp. tłum]

Scull: Wzmacniaczowi brakowało mocy?

Shibazaki: Bardziej chodziło o pewien rodzaj kompresji, o brak rozciągnięcia pasma.

Scull: Na rynku jest wiele wzmacniaczy tranzystorowych o ogromnej mocy wyjściowej, i w ich przypadku clipping jest niemal niemożliwy, więc tak naprawdę chyba rzecz nie w clippingu? Lampy przecież także dochodzą do swojej mocy maksymalnej, acz w ich przypadku obcięcie dźwięku nie jest tak natychmiastowe.

Shibazaki: Zgoda, we wzmacniaczach lampowych clipping też występuje, ale … [Shibazaki szuka właściwego określenia]

Scull: Czy chodzi o to, że nie odbieramy go tak źle, jak w przypadku wzmacniaczy tranzystorowych?

Shibazaki: Tak. Kondo-San opisuje dźwięk wzmacniaczy lampowych jako głęboki i nasycony. I dobrze rozciągnięty na skrajach pasma. A jego krytyka konstrukcji pana Kanedy, przede wszystkim lampowej, dotyczyła głównie braku precyzji w kreowaniu przestrzennej sceny.

Scull: We współczesnych systemach audio kreowanie rozbudowanej, przestrzennej sceny uważane jest za bardzo ważne. Z tego niejako wynika także kwestia precyzji tejże prezentacji. Ale są również takie osoby, jak choćby dobrze panu znany Herb Reichert, które uważają, że przy słuchaniu nie należy się skupiać na muzyce jako takiej. Że odbieramy ją poprzez harmoniczne, właściwy balans tonalny i prawidłowo rozciągnięte pasmo przenoszenia, a przestrzenny obraz, czyli tzw. scena, nie ma większego znaczenia. To całkiem inne podejście, niż prezentowane przez miłośników push-pulli, dla których scena jest kluczowym elementem prezentacji. Jakie jest zdanie Kondo-Sana na ten temat? Jak ważne, jego zdaniem, są: prezentacja trójwymiarowej sceny, oraz precyzja jej poszczególnych elementów?

Shibazaki: Ma Pan rację. Większość japońskich producentów skupia się na takich aspektach brzmienia jak pasmo przenoszenia i balans tonalny, zapominając o przestrzennym aspekcie prezentacji. Zdaniem pana Kondo jest to błędne podejście, tak podchodzą do tematu inżynierowie elektrycy, którzy projektują i budują swoje urządzenia na podstawie teorii wziętych z podręczników. Sam jednakże dumnie nazywa siebie inżynierem akustykiem. Dlatego właśnie jego urządzenia dbają również o prawidłową prezentację sceny muzycznej.

Scull: Produkty Audio Note Japan są bardzo drogie. Czy może Pan nam wytłumaczyć skąd biorą się tak wysokie ceny?

Shibazaki: Odpowiedź jest bardzo prosta: Rozpoczęcie produkcji, zgodnej z założeniami i standardami Kondo-Sana, wymagało ogromnych nakładów finansowych. Za przykład mogą posłużyć srebrne druty, których Kondo-San używa w swoich produktach, a których, gdy zaczynał, nie robił nikt inny na rynku. Musiał więc sam je wyprodukować, co wymagało sporych inwestycji. Samo srebro sprowadzał z Włoch, ponieważ wiedział, że to właśnie włoskie srebro jest stosowane w instrumentach muzycznych. Zakładał więc, że sprawdzi się ono również w urządzeniach mających odtwarzać muzykę. To był dobry wybór – jest to srebro bardzo wysokiej czystości. Z tym srebrem jest trochę tak jak z popularnymi obecnie wodami mineralnymi – każda ma nieco inny skład minerałów, przez co nieco inaczej smakuje. Można więc rzec, że do zastosowania włoskiego srebra Kondo-Sana skłonił jego „smak”, a z technologicznego punktu widzenia jego czystość.

Scull: Czy to oznacza, że najlepiej brzmiące urządzenia audio mogą być dostępne wyłącznie dla najbogatszych?

Shibazaki: [śmiejąc się] Kondo-San niechętnie to potwierdza, acz bardzo chciałby, żeby dało się produkować najwyższej klasy systemy za mniejsze pieniądze, co umożliwiłoby większej ilości osób czerpanie przyjemności z ich słuchania. W obecnym systemie produkcji każdy element jest wytwarzany ręcznie, do czego potrzebne są odpowiednie umiejętności, nawyki, zaangażowanie. De facto w chwili obecnej Audio Note Japan ma zaledwie dwóch pracowników, który potrafią budować nasze wzmacniacze.

Scull: A ile osób w sumie pracuje w Pana firmie?

Shibazaki: Poza samym Kondo-Sanem zatrudnione jest jeszcze pięć osób.

Scull: Jakich cech pan Kondo oczekuje od swoich pracowników?

Shibazaki: Osoba, w rękach której mają powstawać najwyższej klasy wzmacniacze musi mieć odpowiedni charakter, przede wszystkim musi być posłuszna! [śmieje się zerkając na młodego Masaki Ashizawę, który siedząc obok uważnie się przysłuchuje, a od czasu do czasu robi zdjęcia]. Innymi słowy Audio Note Japan chce być firmą podobną do powszechnie znanej brytyjskiej firmy – Morgan. W tej firmie samochody buduje się ręcznie, a każdy jej pracownik jest dumny z wykonywania tej pracy, z dokładania swojej cegiełki do powstania ostatecznego dzieła, czyli każdej sztuki samochodu. To Kondo-San stara się osiągnąć we własnej firmie – zebrać grupę wysoce wykwalifikowanych, ale także zaangażowanych pracowników, dumnych z tego co robią. W pewien sposób Audio Note Japan jest również podobne do słynnej firmy Dusenberg [amerykańska firma produkująca ręcznie luksusowe samochody w okresie międzywojennym; przyp. tłum.]. Lubimy się czasem porównywać do tego typu firm z przeszłości – wkładamy maksimum naszych umiejętności i całe serce w to co robimy, bo to odpłaca się znakomitymi rezultatami.

Scull: Mam wrażenie, że większość Amerykanów wyobraża sobie audiofilską Japonię, jako kraj zastawiony głośnikami tubowymi i lampowymi wzmacniaczami single-ended. Ale nie jest to najwyraźniej zgodne z rzeczywistością. Czy w związku z tym, gdy pan Kondo zdecydował się wejść na rynek z konstrukcjami single-ended napotkał opór rodzimych audiofilów? Czy też byli oni otwarci na coś nowego?

Shibazaki: Nie byli wcale aż tak otwarci, bo japoński rynek bazował wówczas głównie na wzmacniaczach wysokiej mocy. Część japońskich audiofilów odrzuciła a priori pomysły Kondo-San, a może raczej ideę single-ended jako taką. Rynek na takie konstrukcje nadal nie jest zbyt wielki.

Scull: Z czego więc pan Kondo czerpał siłę, by iść pod prąd?

Shibazaki: Siła płynie ze strony… zagranicznych audiofilów [śmiejąc się], którzy kochają nasze produkty. Jesteśmy bardzo „zagraniczną” firmą!

Scull: No proszę! A skąd w takim razie płynie największe wsparcie?

Shibazaki: Z Francji.

Scull: No tak… Dlaczego, zdaniem pana Kondo, w Stanach idea single-ended przyjmuje się nieco wolniej niż w innych rejonach świata?

Shibazaki: Prawdę powiedziawszy amerykański rynek rozwija się w przewidywanym przez nas tempie. Zakładaliśmy od początku, że musi to zająć pewną ilość czasu.

Scull: Skąd się bierze owa niechęć do single-ended? Dlaczego ludzie wolą push-pulle o wysokiej mocy? Co takiego jest w wzmacniaczach single-ended niskich mocy co sprawia, że klientów trzeba do nich najpierw przekonać, może nawet najpierw ich wyedukować, co oczywiście wymaga czasu i odpowiedniego podejścia?

Shibazaki: Według Kondo-Sana to głównie kwestia dostępności, możliwości przekonania się na własne uszy jak brzmią nasze wzmacniacze, czy też jakiekolwiek dobre wzmacniacze single-ended. Druga kwestia to kurczące się zapasy markowych lamp.

Scull: Rozumiem, ale bardziej chodziło mi o to, co takiego jest w Amerykanach, co sprawia że preferują oni duży, potężny dźwięk. Czym różni się ich wrażliwość muzyczna od tej miłośników single-ended?

Shibazaki: Ma pan rację, większość Amerykanów lubuje się w potężnym, ciężkim dźwięku. Pan Kondo wie jednakże, że i wśród amerykańskich audiofilów są ludzie o innej wrażliwości, którzy mogą się przekonać do konstrukcji single-ended tak, jak część Amerykanów przekonała się do Garbusa [Volkswagena, przyp. Tłum.]. Gdy ten samochód pojawił się na rynku amerykańscy kierowcy zgodnie go odrzucili – a proszę zobaczyć ile ich dziś jeździ po amerykańskich drogach.

Scull: One nie są okablowane srebrem…

Shibazaki: Racja! [śmieje się] Volkswagen celował w pewną grupę wymagających klientów – lekarzy, czy prawników, ludzi mających swoje zdanie, szukających samochodu z charakterem. Jak mówi Kondo-San, większości ludzi brakuje jednakże odpowiedniej wrażliwości muzycznej i dlatego wolą trzęsące murami „łup, łup”, zamiast bardziej wyrafinowanej prezentacji.

Scull: Czy grając muzykę na systemie Audio Note próbujemy w domu odtworzyć to, co zapisano na taśmie matce, czy raczej nawet faktyczne, akustyczne wydarzenie? Co zdaniem Kondo-Sana powinno być zadaniem high-endowego systemu?

Shibazaki: [po dłuższej wymianie zdań między panami] Kondo-San mówi, że to bardzo dobre pytanie, choć bardzo trudno jest na nie odpowiedzieć. Jego zdaniem, zadaniem systemu jest odtworzenie muzyki jak z taśmy matki, ale jednocześnie powinno to brzmieć jak muzyka na żywo. Szczególnie ważne jest stworzenie wrażenia, że muzyka płynie w powietrzu…

Scull: Hmmm… spróbuję to pytanie zadać w nieco inny sposób. Proszę sobie wyobrazić, że idzie Pan ulicą i przechodzi pan obok wielkiego okna, za którym widać grających muzyków. Co, nawet bez patrzenia, mówi Panu, że oni grają na żywo?

Shibazaki: Według Kondo-Sana tego czegoś nie da się w żaden sposób odtworzyć.

Scull: Żaden system tego nie potrafi?

Shibazaki: [śmiejąc się] Żaden, nawet z wzmacniaczami Audio Note. [długa wymiana zdań między panami]. Projektując urządzenia audio inżynierowie zmuszeni są świadomie „deformować” w pewien sposób niektóre elementy odtwarzanego dźwięku i podkreślać inne, zdając sobie sprawę, że pewne rzeczy można poświęcić. Tylko, że jeśli idzie się na pewne kompromisy to siłą rzeczy nie ma już mowy o stu procentowej wierności. Kondo-San ma jednakże swój własny sposób radzenia sobie z tym problemem [śmieje się]. Przepraszam – nie umiem tego lepiej przetłumaczyć.

Scull: Panie Shibazaki – radzi pan sobie doskonale, a dzięki pana pomocy my możemy poznać zdanie Kondo-Sana.

Shibazaki: Dziękuję. Wracając do Kondo-Sana – jego celem, marzeniem jest odtworzenie tego niesamowitego koncertu Toscaniniego, w którym uczestniczył w 1952 roku w Carnegie Hall.

Scull: To piękna sprawa – dążenie do spełnienia młodzieńczego marzenia. Mam nadzieję, że nie zabrzmi to niegrzecznie, ale chciałbym jeszcze raz wrócić do mojego pytania, bo tak naprawdę nie dostałem na nie odpowiedzi. Gdy przechodzi pan obok owego okna, co mówi panu, że to muzyka na żywo? Dynamika, barwa, harmoniczne, czy może coś jeszcze innego?

Shibazaki: Cóż, Kondo-San odpowiada na swój sposób. Mówi, że żadnemu producentowi audio, włącznie z Audio Note, nie udało się osiągnąć reprodukcji pełnej energii basu. Gdy słucha się muzyki, a w basie brakuje energii, to od razu wiadomo, że to nie jest muzyka grana na żywo.

Scull: Jest wiele systemów, oferujących potężny, nisko schodzący bas, ale faktem jest, że to wcale nie znaczy, że ten bas brzmi naturalnie…

Shibazaki: OK – pozwolę sobie skomentować teraz we własnym imieniu. Jestem wielkim miłośnikiem muzyki. I zawsze jestem w stanie powiedzieć, czy jest grana na żywo. To kwestia energii przenoszonej z instrumentów na słuchaczy, może fizycznego ciśnienia, które odczuwam całym sobą…

Scull: I tego właśnie systemy audio nie potrafią do końca robić? A czy wzmacniacze Audio Note to potrafią?

Shibazaki: W 95 procentach. [śmieje się]

Scull: Zauważyłem, że pan Kondo wspomniał kolumny tubowe chwilę temu. Jeśli dobrze zrozumiałem Herba, to Audio Note wytwarza własne kolumny tubowe, ale są one bardzo drogie, nawet jak na tą markę. Większość dostępnych kolumn to kolumny dynamiczne, z przetwornikami z ruchomą cewką. Czy takie kolumny mogą dobrze grać, czy też tuby są „jedynie słusznymi” partnerami dla wzmacniaczy single-ended? A jeśli tak jest, to czemu Kondo-San nie produkuje nieco mniej kosztownych tub?

Shibazaki: Kondo-San mówi, że uczestniczył już w wielu wystawach audio na całym świecie, w tym w Budapeszcie w 1995 roku i do tej pory tylko dwukrotnie używał kolumn tubowych w czasie prezentacji swoich urządzeń. Zdaniem Kondo-Sana kolumny tubowe mają pewną swoją, niewielką ale jednak, wadę, która dotyczy tuby średniotonowej.

Scull: O jaki problem chodzi?

Shibazaki: Mówi, że to brzmi w ten sposób (zasłania usta złożonymi w muszlę dłońmi)

Scull: Tak, rozumiem – chodzi o pewną nosowość dźwięku. „Posmak tuby”, jak to nazwał inny japoński producent.

Shibazaki: Ja bym użył określenia: plastikowy dźwięk. Zwłaszcza jeśli sama tuba jest faktycznie zrobiona z plastiku! Drugą kwestią jest kierunkowość wysokich tonów. Zdaniem Kondo-Sana najlepszym rozwiązaniem jest dźwięk dostarczany z pojedynczej membrany. Całe pasmo, od basu począwszy na wysokich kończąc, powinno być odtwarzane przez jeden przetwornik.

Scull: Tak jak w przypadku Lowtherów?

Herb Reichert: Tak. Pan Kondo buduje kolumny oparte o pojedynczy przetwornik szerokopasmowy.

Shibazaki: Właśnie, połączenie pojedynczego przetwornika, odpowiedniej klasy, z dobrym wzmacniaczem single-ended daje lepszy dźwięk niż jakikolwiek inny system.

Scull: Czy mogę zadać trudne pytanie…

Shibazaki: [śmieje się]

Scull: a propos roli dokładności i muzykalności w odtwarzaniu muzyki. Wielu ludzi kojarzy dokładność prezentacji z wzmacniaczami tranzystorowymi, które pokazują mnóstwo detali w bardzo wyrazisty sposób. Są i tacy, którzy twierdzą, że prawdziwa muzyka brzmi inaczej. Jest również grupa audiofilów, którzy uważają, że liczy się tylko muzykalność przekazu, a scena, wymagająca pewnej precyzji prezentacji, nie ma żadnego znaczenia. Większość osób nie wiąże tych dwóch cech – muzykalności i dokładności – w żaden sposób ze sobą. Czy tak naprawdę są to dwie osobne, niezależne od siebie cechy brzmienia, czy może jednak to jedno i to samo. Czy można mieć i jedno i drugie? Co pan Kondo o tym sądzi?

Shibazaki: Dopóki jedna osoba odpowiada za wszystkie elementy odtwarzające muzykę, a tak jest w przypadku Kondo-Sana, możliwe jest połączeniu obu cech. Producenci masowej elektroniki mają wielu projektantów i inżynierów, z których każdy ma swój pomysł na dźwięk i na pewne rozwiązania i nigdy wszystkie zaangażowane osoby nie będą się ze sobą zgadzać, co wiąże się koniecznością kompromisów. Właśnie dlatego Kondo-San wkrótce zmierzy się z kolejnym wyzwaniem – budową mikrofonu, by już na tym etapie rejestracji muzyki mieć wpływ na jakość nagrania.

Scull: I w ten sposób, mając kontrolę nad wszystkim etapami tworzenia i odtwarzania muzyki, będzie mógł osiągnąć połączenie dokładności i muzykalności?

Shibazaki: Tak. Może znajdziesz na to odpowiednie angielskie określenie…?

Scull: Połączenie, fuzja?

Shibazaki: Tak, właśnie! Połączenie, fuzja muzykalności z dokładnością prezentacji. [śmiech]

Scull: Albo rozdzielenie tych cech, w zależności od tego z kim się rozmawia. Proszę mi powiedzieć, czy zdaniem Kondo-Sana high-endowe audio jest obecnie w dobrej formie, czy może kino domowe zaczyna mu w pewien sposób zagrażać?

Shibazaki: Kondo-San nazwałby to raczej niezbyt ostrą konkurencją. Dla przykładu: ceny telewizorów, czy przenośnych radioodbiorników ciągle spadają, podczas gdy ceny high-endowego audio mają ciągłą tendencję wzrostową.

Scull: Rozumiem więc, że w najbliższym czasie nie powinniśmy się spodziewać procesora kina domowego marki Audio Note. Czy w takim razie audio i video mogą ze sobą w jakiś sposób koegzystować? Czy też są to dwa całkowicie osobne byty?

Shibazaki: Cóż, purysta powinien mieć dwa osobne pomieszczenia – jedno z systemem kina domowego, a drugie z systemem audio, nigdy nie powinny one funkcjonować w tym samym pomieszczeniu! [śmieje się, podczas gdy pan Kondo dalej coś tłumaczy] Zdaniem Kondo-Sana audio i video zawsze będę funkcjonować oddzielnie choćby dlatego, że słuchanie wysokiej jakości dźwięku zwiększa aktywność ludzkiego mózgu, pobudza wyobraźnię, a kino domowe powoduje raczej odwrotny skutek. [pan Kondo nadal mówi cichym, spokojnym głosem, nieco gestykulując] Tak, tak… Kondo-San mówi o swoim własnym doświadczeniu. Mówi, że sprawiało mu większą przyjemność słuchanie filmu dla dorosłych, niż oglądanie… [śmieje się] Mówi także, że potrafi czerpać równie wielką przyjemność ze słuchania muzyki, jak i z oglądania dobrego filmu w systemie kina domowego.

Scull: Pan Kondo posiada zestaw kina domowego?? Jestem zaskoczony!

Shibazaki: Tak, ma taki system w swoim laboratorium. Mówi, że oglądając ciekawe efekty wizualne wyłącza swój mózg, daje mu odpocząć, nie musi się skupiać, bo po prostu nie oczekuje niczego specjalnego od strony dźwiękowej takiego seansu.

Scull: Panie Kondo, czy siedząc w ciemnym pokoju, słuchając muzyki „widzi” Pan muzykę oczami wyobraźni?

Shibazaki: Czy widzi? Tak, choć de facto Kondo-San słucha w ciemnym pokoju, ale przy zapalonej świeczce i mając zamknięte oczy, słuchając muzyki, skupia się na płomyku owej świeczki. W ten sposób wizualizuje sobie muzykę.

Scull:  Korzystając z systemu kina domowego całą wizualizację ma się po prostu przed nosem, a co za tym idzie dźwięk nie musi być doskonały. Gdy słucha pan swojego systemu w ciemnym pokoju „widzi” pan wszystko, ale te obrazy powstają, istnieją wyłącznie w pana głowie. Czy dzięki temu odbiera pan muzykę w jeszcze pełniejszy sposób? Czy problem z kinem domowym może polegać na tym, że nie zmusza nas do żadnego wysiłku umysłowego, do uruchomienia wyobraźni, że odbiór jego przekazu jest to po prostu zbyt łatwy? [to pytanie powoduje dość długą wymianę zdań między panami]

Shibazaki: To dość unikalny przykład, ale dobrze obrazuje to, jak Kondo-San to odbiera. Jednym z jego ulubionych filmów jest „Siedmiu samurajów” Kurosawy. W tymże filmie jest taka scena, w której owi samurajowie maszerują. Tyle, że kamera nie pokazuje samych postaci, a jedynie ich cienie. Jednakże Kondo-San w tej scenie nie widzi cieni, drzew, czy innych rzeczy, tylko właśnie maszerujących samurajów!

Scull: Bardzo elegancki przykład…

Shibazaki: A nawet, jak mówi Kondo-San, w czasie tej sceny, wie dokładnie co każdych w tych samurajów myśli!

Scull: Cóż, jeśli ten system kina domowego jest tak dobry, że można dzięki niemu „zobaczyć” myśli owych samurajów, to musi się chyba składać z urządzeń Audio Note!

Shibazaki: Tak! [śmieje się]

Scull: Gdy w przyszłości kolejne pokolenia audiofilów spojrzą wstecz i wspomną imię pana Kondo, jak ma się im to imię kojarzyć, z jakim rozumieniem muzyki i audio? Jakie dziedzictwo chce pozostawić po sobie Kondo-San?

Shibazaki: Kondo-San twierdzi, że w ciągu 10 lat marka Audio Note będzie już znana wśród audiofilów na całym świecie. Kondo-San jest pewny, że stworzy kolejne produkty, a wśród nich kolumny, mikrofony, własne odtwarzacze CD, głowice magnetofonowe, itd. Gdy uda mu się zaprojektować i zbudować pełną ofertę urządzeń pozwalających zarówno na rejestrację, jak i na odtwarzanie muzyki, wówczas audiofile docenią brzmienie firmowane marką Audio Note. Dziś Audio Note jest dopiero w połowie drogi.

Scull: Bardzo dziękuję Kondo-San za rozmowę, a panu Shibazaki za znakomite tłumaczenie.

Shibazaki: [śmiejąc się] Mówiąc szczerze to pierwszy tak długi, dogłębny wywiad, jakiego Kondo-San do tej pory udzielił. Nigdy dotąd nie zdarzyło się, żeby pan Kondo podzielił się z kimkolwiek tak wieloma informacjami, zwłaszcza tymi dotyczącymi jego filozofii.

Scull: Raz jeszcze bardzo dziękuję, rozmowa z panami była ogromnym zaszczytem.

Tłumaczył Marek Dyba.

Powrót do ‚POSTACIE’